Rambo i plansza tytułowa

„Nazywał się Rambo i był sobie po prostu, na oko sądząc, pierwszym lepszym chłopakiem...” – tak rozpoczyna się powieść Davida Morrella „Pierwsza krew”, od której wszystko się zaczęło.

Nie każdy bohater nosi pelerynę

Do filmu „Rambo: Pierwsza krew” mam szczególny sentyment. Był to jeden z pierwszych filmów, jakie obejrzałem na kasecie VHS, kiedy magnetowidy dopiero zaczynały trafiać do polskich domów. Pamiętam, że seans odbył się u mego kolegi - Tomka, któremu przy okazji należą się serdeczne pozdrowienia. Tego dnia obejrzeliśmy dwie części „Rambo”, a na dokładkę jeszcze „Pogromców duchów”. Dla młodego chłopaka był to prawdziwy filmowy maraton. Do domu wróciłem z lekkim bólem głowy od kilku godzin spędzonych przed kineskopowym telewizorem, ale było warto. Właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda z kasetami VHS, które przez kolejne lata stały się nieodłącznym elementem mojej młodości.

Sylvester Stallone jako John Rambo

Dziś serię filmów o Rambo zna chyba każdy. Co ciekawe, wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z niekończącą się strzelaniną, eksplozjami i niezliczoną liczbą pokonanych przeciwników. Tymczasem pierwszy film z serii jest zupełnie inny.

Człowiek, który nie potrafił wrócić do normalnego życia

John Rambo, weteran wojny w Wietnamie, przybywa do niewielkiego miasteczka Hope, aby odwiedzić dawnego towarzysza broni. Szybko okazuje się jednak, że nie jest tam mile widziany. Niesłusznie zatrzymany i upokorzony przez miejscowego szeryfa oraz jego ludzi, ucieka do pobliskich lasów. Rozpoczyna się pościg, który z każdą godziną wymyka się spod kontroli.

Kadr z filmu Rambo

Choć wielu pamięta „Pierwszą krew” jako film akcji, w rzeczywistości jest to przede wszystkim opowieść o człowieku naznaczonym wojną, który po powrocie do ojczyzny nie potrafi odnaleźć swojego miejsca.

Rambo z książki był zupełnie innym człowiekiem

Film powstał na podstawie wydanej w 1972 roku powieści Davida Morrella. Początkowo John Rambo miał być znacznie bardziej brutalny i bezwzględny. W książce zabija wielu ludzi, a jego przeciwnicy nie mają praktycznie żadnych szans.

Rambo - z planu filmowego

Sylvester Stallone uznał jednak, że filmowy Rambo powinien być kimś zupełnie innym. Nie psychopatycznym zabójcą, lecz zagubionym człowiekiem, który stał się ofiarą wojny i okoliczności. Ta decyzja całkowicie zmieniła wydźwięk filmu i sprawiła, że widzowie zaczęli kibicować bohaterowi, zamiast się go bać.

Film, który prawie nie trafił do kin

Mało brakowało, a „Pierwsza krew” wyglądałaby zupełnie inaczej. Powstało aż 26 wersji scenariusza, a pierwsza robocza wersja filmu trwała blisko trzy godziny.

Po obejrzeniu montażu Stallone był przerażony. Uważał, że film jest tak zły, iż może zakończyć jego karierę. Podobno próbował nawet odkupić cały materiał tylko po to, aby go zniszczyć. Gdy okazało się to niemożliwe, przekonał producentów do radykalnych cięć. Ostatecznie film skrócono do zaledwie 93 minut. Jak pokazał czas, była to jedna z najlepszych decyzji podczas całej produkcji.

Ostatnie minuty filmu Rambo

Zakończenie, które zmieniło historię kina

Również finał filmu miał wyglądać zupełnie inaczej. W jednej z pierwszych wersji scenariusza John Rambo popełnia samobójstwo. Stallone był jednak przeciwny takiemu rozwiązaniu. Podczas pokazów testowych publiczność również znacznie lepiej przyjęła zakończenie, w którym bohater przeżywa.

Dzięki tej decyzji historia Johna Rambo mogła być kontynuowana, a sam bohater na stałe zapisał się w historii kina.

Rambo - z planu filmowego

Ciekawostki z planu

Zdjęcia realizowano jesienią 1981 roku w kanadyjskim mieście Hope, które w filmie udawało amerykańskie miasteczko o tej samej nazwie. W 2020 roku stanął tam nawet pomnik Johna Rambo, będący dziś jedną z lokalnych atrakcji.

Na planie nie brakowało również kontuzji. Stallone złamał żebro podczas jednej ze scen w lesie, a Alf Humphreys, grający policjanta Lestera, przypadkowo otrzymał od aktora cios łokciem prosto w nos. Co ciekawe, przez pozostałą część filmu można zauważyć plaster zakrywający miejsce urazu.

Jednym z najbardziej nietypowych rekwizytów okazał się... kawałek starego, zgniłego płótna, z którego Rambo wykonuje prowizoryczne okrycie. Nie przygotowali go scenografowie – ekipa znalazła go przypadkiem podczas zdjęć. Stallone uznał go za swój ulubiony rekwizyt i po zakończeniu produkcji zabrał na pamiątkę do domu.

Brian Dennehy i Sylvester Stallone

Film, który się nie zestarzał

Choć kolejne części serii coraz mocniej stawiały na widowiskowe sceny walki i spektakularne wybuchy, „Pierwsza krew” pozostała czymś znacznie więcej niż zwykłym filmem akcji. To historia człowieka, który wrócił z wojny, ale wojna nie wróciła z niego.

Może właśnie dlatego, po tylu latach, do pierwszego spotkania z Johnem Rambo wciąż wraca się z takim samym sentymentem, z jakim kiedyś przewijało się kasetę VHS przed kolejnym seansem.

Końcowe napisy też zawierają pewien smaczek - przejmującą piosenkę "It's a Long Road" w wykonaniu Dana Hilla, która doskonale podsumowuje historię człowieka próbującego odnaleźć się po wojnie.

Powrót do lat dzieciństwa