Elektroniczne babcie - czechosłowacki film science fiction

gdy opieka zamienia się w koszmar

W latach 80. kino czechosłowackie potrafiło zaskakiwać najbardziej nieoczekiwanymi pomysłami. Jednym z nich były „Elektroniczne babcie” (oryg. „Babicky dobíjejte přesně!”) – film science fiction, który do dziś trudno jednoznacznie sklasyfikować. Trochę śmieszny, trochę niepokojący, momentami wręcz absurdalny – ale właśnie dzięki temu zapada w pamięć na długo.

Babcia z przyszłości… w fartuchu

Wyobraźcie sobie typową rodzinę z początku lat 80. – zapracowani rodzice, dzieci, obowiązki domowe i wieczny brak czasu. Rozwiązaniem ma być cud techniki od firmy Biotex: robotyczna babcia, która ugotuje, posprząta, przypilnuje lekcji i… zadba o wychowanie.

Brzmi idealnie? No właśnie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy sąsiedzi – jak to sąsiedzi – kupują jeszcze lepszy model. A kiedy dwie „idealne” babcie trafiają na siebie, zaczyna się prawdziwa wojna.

Najpierw drobne złośliwości: przecięte linki na pranie, przebite opony, wybite szyby. Potem robi się już naprawdę poważnie – giną zwierzęta, a napięcie rośnie z każdą sceną. W końcu dochodzi do finałowego starcia, które dziś wygląda jak osobliwa, socjalistyczna odpowiedź na późniejszego „Terminatora”.

Śmiech i niepokój w jednym

To, co najbardziej uderza w „Elektronicznych babciach”, to niezwykła mieszanka gatunków. Z jednej strony mamy lekką, wręcz familijną komedię, z drugiej – momenty, które potrafią wywołać niepokój.

Robotyczna babcia Róża, grana przez Libušę Havelkovą, jest tu postacią absolutnie wyjątkową. Z jednej strony ciepła i opiekuńcza, z drugiej – bezwzględna w realizacji swojego „programu”. Jej fanatyczna troska o rodzinę prowadzi do sytuacji, które balansują gdzieś między humorem a grozą.

I właśnie to napięcie działa najlepiej.

Kadr z filmu Elektroniczne Babcie

Socjalistyczna fantastyka z przesłaniem

Film powstał w czasach, gdy technologia dopiero zaczynała budzić fascynację, ale i niepokój. Twórcy – inspirowani opowiadaniem Zdeněka Hřebíka – przemycili tu całkiem poważne pytanie: "co się stanie, gdy oddamy zbyt wiele w ręce maszyn?"

Nie brakuje też typowo „czeskiego” spojrzenia na rzeczywistość – sąsiedzkie konflikty, zazdrość, codzienne frustracje. W tym wszystkim roboty stają się tylko katalizatorem… ludzkich problemów.

Film jedyny w swoim rodzaju

„Elektroniczne babcie” to produkcja, która nie jest idealna. Momentami chaotyczna, miejscami naiwna, z wyraźnie telewizyjną estetyką i charakterystycznym klimatem późnego socjalizmu.
Ale jednocześnie: ma świetny, oryginalny pomysł, potrafi zaskoczyć i oferuje coś, czego dziś już się nie robi. To film, który żyje w swoim własnym, dziwnym świecie – i właśnie dlatego ma w sobie coś kultowego.

W filmie Elektroniczne babcie nie ucierpiało żadne zwierzę

Na koniec – odrobina nostalgii

Dla wielu widzów w Polsce był to jeden z tych filmów, który w latach 80-tych można było obejrzeć w kinach a później był chyba raz emitowany w telewizji. I nawet jeśli nie wszystko się wtedy rozumiało, obraz dwóch „babć” toczących absurdalną walkę zostawał w głowie na długo.

Bo umówmy się – ile filmów może się pochwalić pojedynkiem robotycznych babć w fartuchach?

Powrót do lat dzieciństwa