małe potwory, które podbiły kina i wypożyczalnie kaset

W drugiej połowie lat 80. (dokładnie w 1987 roku) na polskich ekranach kin pojawiły się niewielkie, włochate stworzenia z kosmosu, które miały jeden cel – pożreć wszystko, co stanęło im na drodze. „Critters” z 1986 roku szybko zdobył popularność wśród miłośników fantastyki i kina grozy, stając się jednym z najbardziej charakterystycznych filmów swojej epoki. Choć wielu widzów porównywało go do „Gremlinów”, twórcy od początku podkreślali, że pomysł na film powstał jeszcze przed premierą produkcji Joe Dantego.
Dziś „Critters” pozostaje jednym z tych tytułów, które natychmiast przywołują wspomnienia późnych lat 80. i początku 90., kiedy fantastyka, horror i humor często szły ze sobą w parze.
O czym opowiada film?
Z odległego kosmosu na Ziemię trafia grupa niebezpiecznych stworzeń zwanych Kritesami. Małe potworki przypominają futrzane kule z ogromnymi paszczami pełnymi ostrych zębów. Ich pojawienie się w spokojnym amerykańskim miasteczku szybko zamienia codzienne życie mieszkańców w walkę o przetrwanie.
Na trop zbiegłych kosmicznych przestępców ruszają również międzygalaktyczni łowcy nagród. W efekcie otrzymujemy mieszankę horroru, fantastyki naukowej i komedii, która do dziś ogląda się z dużą przyjemnością.

Critters czy Gremliny?
Przez lata film często określano mianem odpowiedzi na sukces „Gremlinów”. Podobieństwa rzeczywiście są widoczne – niewielkie stwory, małe miasteczko i spora dawka humoru. Reżyser Stephen Herek wielokrotnie jednak podkreślał, że scenariusz powstał wcześniej, a późniejsze poprawki miały wręcz ograniczyć podobieństwa do konkurencyjnej produkcji.
W praktyce oba filmy szybko wypracowały własną tożsamość. Gremliny były bardziej psotne, natomiast Crittersy od początku sprawiały wrażenie znacznie groźniejszych i bardziej krwiożerczych.

Critters w polskich kinach i na kasetach vhs
W przeciwieństwie do wielu zachodnich produkcji fantastycznych, które większość Polaków poznawała dopiero dzięki kasetom VHS, „Critters” był wyświetlany w kinach kiedy tak naprawdę kasety nieśmiało wchodziły na piracki rynek. I dla wielu widzów pobyt w kinie to było pierwsze spotkanie z kosmicznymi potworkami.
Dopiero później film pojawił się w wypożyczalniach kaset wideo. Kto nie zdążył obejrzeć go na dużym ekranie, mógł nadrobić zaległości w domu. Problem polegał jednak na tym, że jakość wielu kaset pozostawiała wiele do życzenia. Obraz był często ciemny, a ponieważ znaczna część akcji rozgrywa się nocą, oglądanie filmu w słoneczny dzień bywało prawdziwym wyzwaniem.
Dodatkową atrakcją była możliwość obejrzenia kolejnych części serii. Szczególnie druga część szybko zdobyła popularność wśród miłośników kina fantastycznego. W czasach, gdy oficjalna dystrybucja zagranicznych filmów dopiero raczkowała (w zasadzie nie znano czegoś takiego jak prawa autorskie), ogromną rolę odgrywały kasety kopiowane przez prywatnych dystrybutorów. To właśnie dzięki nim wielu widzów mogło poznać dalsze przygody Critesów.

Efekty specjalne, które robiły wrażenie
Za wygląd Crittersów odpowiadali bracia Chiodo, specjaliści od efektów specjalnych i twórcy wielu charakterystycznych potworów filmowych lat 80. To właśnie oni nadali Critom ich niepowtarzalny wygląd – połączenie sympatycznego futrzaka i bezwzględnego drapieżnika.
Dziś komputerowe efekty specjalne dominują w kinie, jednak Crittersy powstały przy użyciu animatroniki, lalek i klasycznych efektów praktycznych. Dzięki temu nawet po latach wyglądają zaskakująco dobrze i mają znacznie więcej charakteru niż wiele współczesnych, komputerowych stworzeń.
Muzyka i klimat lat 80.
Ogromną rolę w budowaniu atmosfery odegrała również muzyka autorstwa Davida Newmana. Ścieżka dźwiękowa doskonale łączy elementy horroru, fantastyki i przygodowego kina familijnego, podkreślając zarówno grozę, jak i humor obecny w filmie.
Film, który doczekał się całej serii
Sukces pierwszej części sprawił, że Crittersy szybko powróciły na ekran. Powstały kolejne filmy rozwijające historię kosmicznych potworków, a seria zyskała status kultowej wśród miłośników fantastyki i horroru.
Choć żadna z kontynuacji nie dorównała już świeżością oryginałowi, dla wielu widzów każda kolejna część była obowiązkową pozycją podczas wizyty w wypożyczalni kaset.
Powrót do czasów wypożyczalni wideo
Dziś „Critters” może wydawać się prostym filmem klasy B. Jednak dla pokolenia wychowanego na kinie lat 80. był czymś więcej niż tylko kolejnym horrorem. Był częścią epoki wypożyczalni VHS, pirackich kaset, seansów oglądanych po zmroku i niekończących się rozmów o tym, który z filmowych potworów był najgroźniejszy.
A Wy? Pamiętacie swoje pierwsze spotkanie z Crittersami? W kinie, na kasecie VHS, a może dopiero podczas emisji telewizyjnej?