Był taki czas, kiedy wszystkim rządziło podwórko. Po szkole – jeśli tylko pogoda sprzyjała (a czasem nawet na przekór niej) – leciało się na dwór i siedziało z kolegami tak długo, jak tylko się dało. Dopóki ktoś z okna nie zawołał: „Do domu!”

Był jednak jeden wyjątek.

Godzina około 19:20. Wtedy dzieciaki same wracały do domu – albo były przywoływane jednym magicznym hasłem:

„Dobranocka!!”

To była świętość.

W czasach, gdy w telewizji był właściwie jeden program (a później doszedł drugi), a programów dla dzieci było jak na lekarstwo, te kilkanaście minut z ulubionymi bohaterami znaczyło naprawdę dużo.

To był moment wyciszenia po całym dniu biegania. Spotkanie z bohaterami, których znało się niemal na pamięć.

Po dobranocce czasem jeszcze udawało się wyskoczyć na chwilę na podwórko, ale najczęściej był to już sygnał, że dzień dobiega końca – kolacja, mycie i spać.

Ten dział to powrót do tamtych chwil.
Do bajek, które nie były tylko kreskówkami, ale częścią naszego dzieciństwa.