Arnie uzbrojony po zęby

- Ma pan bagaż podręczny?
- Tylko jego

„Commando” to czysta esencja kina akcji lat 80. – bezkompromisowy, hałaśliwy, przerysowany i... absolutnie niezapomniany. Gdy w Polsce magnetowidy dopiero zdobywały popularność, a kasety VHS krążyły z rąk do rąk, był to jeden z tych filmów, które po prostu trzeba było zobaczyć. Nawet jeśli obraz był zaszumiony, a lektor brzmiał tak, jakby czytał dialogi z szafy.

Arnold Schwarzenegger jako John Matrix, były komandos o ciele ze stali i sercu ojca. Kiedy jego nastoletnia córka zostaje porwana przez najemników, Matrix nie wzywa policji. On sięga po broń, maluje twarz maskującymi barwami i rusza samotnie na wojnę z całym światem. Bo nikt nie powinien drażnić wkurzonego tatusia.

John Matrix wraz ze swoją córką

🎞️ Sielanka z jeleniem, czyli przed burzą

Początek filmu zaskakuje. Oto Matrix i jego córka (grana przez młodziutką Alyssę Milano głaszczą jelenia, jedzą lody i rozmawiają o muzyce. Ale ten spokój trwa krótko. Dziewczynka zostaje porwana, Matrix wpada w tryb demolki. A demolka w jego wykonaniu to jazda bez trzymanki: wyskakuje z samolotu, wyrywa budkę telefoniczną, demoluje sklep z bronią by na końcu urządzić prawdziwą rzeźnię na tropikalnej wyspie.

🎬 Jak powstał ten szalony film?

Studio postawiło dwa warunki: Schwarzenegger musiał zagrać główną rolę, a budżet nie mógł przekroczyć 12 milionów dolarów. Wśród sterty scenariuszy uwagę przyciągnął jeden: już samym tytułem: "Commando". Choć historia była napisana na poważnie, scenarzysta Steven de Souza dostrzegł w niej okazję, by pokazać Arniego w nowym, lekko komediowym świetle.

Sam Schwarzenegger był początkowo nieco przerażony bowiem film miał pokazywać go nie tylko jako maszynę do zabijania, ale też jako... troskliwego ojca. Na szczęście, kiedy zaczęła się konkretna rozwałka, aktor poczuł się jak ryba w wodzie. Tak bardzo, że większość scen kaskaderskich chciał robić sam. W jednej z nich, przy zakładaniu noża do pochwy, przeciął sobie rękę i trafił do szpitala.

Commando - scena z filmu

💥 Więcej trupów niż w Rambo

Reżyser Mark L. Lester, po obejrzeniu przedpremierowo Rambo powiedział:

Musimy mieć większego kutasa niż Rambo. Musimy zabić więcej ludzi.

I tak właśnie zrobiono. Scena szturmu na wyspę to istna ekstaza dla fanów VHS-owej jatki. Zabijano statystów, zmieniano "zabitym" fryzurę, doklejano wąsy i zabijano ponownie w kolejnych ujęciach..

🔪 Pojedynek, którego nie miało być

Pierwotnie finałowy pojedynek Matrixa z Bennettem miał wyglądać zupełnie inaczej. Zakładano wyścig motorówek i rozwałkę wojskowych instalacji. Jednak kończący się budżet sprawił, że akcję przeniesiono... do piwnicy. Tam doszło do walki na noże i rury, którą zapamiętał każdy fan:

Matrix i Bennet w walce, której w ogóle miało nie być

Spuść trochę pary, Bennett!
mówi Matrix, przebijając złoczyńcę rurą parową.

📼 Humor, mięśnie i VHS-owa rzeźnia

Film Commando był radośnie niedorzeczny i właśnie dlatego działał. Każda śmierć poprzedzona była żartem, a Arnie sypał nimi jak z rękawa:

Pamiętasz, jak ci powiedziałem, że zabiję cię na końcu? Skłamałem.

Zielone berety to zjadam na śniadanie

Film zarobił ponad 57 milionów dolarów i był prawdziwym hitem kaset VHS. Schwarzenegger nie musiał długo czekać bowiem wkrótce wciągnął się w dżunglę i stanął twarzą w twarz z Predatorem.

Tatuś i córka znowu razem

📺 Dla kogo dziś jest Commando

Dla każdego, kto pamięta wieczorne seanse z magnetowidem, przewijanie kaset ołówkiem i charakterystyczny szum kineskopowego telewizora. „Commando” nie udaje ambitnego kina i nigdy nie próbował nim być. To dwie godziny czystej rozrywki, spektakularnych wybuchów, niewiarygodnych wyczynów Schwarzeneggera i tekstów, które do dziś cytują fani kina akcji. Jeśli dorastałeś w epoce VHS, ten film prawdopodobnie oglądałeś więcej niż raz.

Powrót do lat dzieciństwa