sklep, w którym można było pomarzyć

Centralna Składnica Harcerska i dzieci, które zapewne oglądają kolejkę przez szybę

Nazwa mogła być trochę myląca. Centralna Składnica Harcerska kojarzyła się oczywiście z harcerstwem i rzeczywiście można było w niej kupić wszystko, czego potrzebował zuch czy harcerz: mundur, chustę, pas, rogatywkę, getry, latarkę czy słynną finkę. Ale wystarczyło wejść do środka, żeby przekonać się, że był to sklep znacznie bardziej niezwykły.

Bo do Składnicy przychodzili także ci, którzy nigdy nie nosili harcerskiego munduru. Przychodzili modelarze, majsterkowicze, miłośnicy kolejek elektrycznych i zwyczajni chłopcy, którzy potrafili przez długi czas stać przed wystawą i tylko patrzeć.

Od munduru po model samolotu

Centralna Składnica Harcerska powstała w 1957 roku, początkowo jako spółdzielnia zaopatrzeniowa. W 1959 roku została przejęta przez ZHP, a od 1965 roku funkcjonowała jako przedsiębiorstwo państwowe. Z czasem powstała rozbudowana sieć placówek w całym kraju.

I choć jednym z podstawowych zadań było zaopatrywanie Związku Harcerstwa Polskiego, szkół i placówek wychowawczych, dla wielu klientów najciekawsze rzeczy znajdowały się zupełnie gdzie indziej.

Składnica stała się jednym z najważniejszych miejsc dla modelarzy. Można było znaleźć tam materiały do budowy modeli, listewki, sklejkę, balsę, kleje, farby, śmigła, koła, silniczki, modele samolotów do sklejania oraz modele latające. Trafiały się produkty polskie, radzieckie, czechosłowackie i NRD-owskie.

Niektórzy właśnie od zakupów w Składnicy zaczynali przygodę z hobby, które zostawało z nimi na całe życie. Jeden ze wspominających opowiada, jak potrzebne do zbudowania prostego radia elementy kupione tam zapoczątkowały jego trwające dziesiątki lat zainteresowanie elektroniką.

Kolejka, od której trudno było oderwać wzrok

Szczególną legendą obrósł warszawski Dom Handlowy „Harcerz” przy Marszałkowskiej 82/84.

Centralna Składnica Harcerska w Warszawie przy Marszałkowskiej
Fot. Edward Hartwig, z albumu WARSZAWA wyd.1984

W jego witrynie znajdowała się ogromna, działająca makieta kolejki elektrycznej. Dla dzieciaków był to widok niemal hipnotyzujący. Ludzie po latach wspominają, że potrafili stać przed szybą godzinami, a niektórzy specjalnie przychodzili wcześniej, żeby zająć dobre miejsce przed uruchomieniem kolejki.

Królowało PIKO. Lokomotywy, wagony, tory, zwrotnice, transformatory, a do tego domki, dworce, budki dróżników i inne elementy, dzięki którym na kawałku sklejki można było stworzyć własny mały świat.

Problem polegał na tym, że marzenia często przegrywały z zawartością portfela.

Dla jednych kolejka PIKO stała się ukochanym prezentem, rozbudowywanym później przez lata. Inni mogli ją jedynie oglądać przez szybę. I chyba właśnie dlatego po kilkudziesięciu latach ludzie nadal tak dobrze pamiętają tę makietę.

Nie tylko dla harcerzy

Wspomnienia klientów pokazują najlepiej, jak niezwykłym sklepem była Składnica. Jeden kupował tam pierwszą finkę. Drugi części do kolejki. Ktoś inny modele samolotów, sprzęt turystyczny albo materiały modelarskie.

Bywały też rzeczy bardziej zaskakujące. Jeden z klientów wspomina czeski zestaw „młodego elektronika” MEZ-ELEKTRONIK — walizkę pełną elementów, z których można było zbudować około 200 układów, od prostych konstrukcji po radio. Przez pół roku chodził z kolegą oglądać zestaw, zanim udało im się namówić rodziców na zakup.

Centralna Składnica Harcerska z widocznym logo

To właśnie takie historie najlepiej pokazują fenomen Składnicy. Czasami nie trzeba było nawet niczego kupować. Można było wejść, popatrzeć i pomarzyć.

A potem przyszły komputery

Pod koniec lat 80. Centralna Składnica Harcerska zaczęła kojarzyć się również z czymś zupełnie nowym — mikrokomputerami.

W listopadzie 1986 roku „Bajtek” przeprowadził rozmowę z Wojciechem Szanterem, dyrektorem Zarządu Centralnej Składnicy Harcerskiej. Wywiad nosił bardzo charakterystyczny tytuł: „Kompromis”. Na zdjęciu dyrektor siedzi przy komputerze, a obok umieszczono słowa:

„Kupuje się to, na co nas stać, to co oferują inni lub... nie kupuje się nic”.

Rozmowa dotyczyła wejścia CSH na rynek komputerowy i wyboru sprzętu, który miał trafić do sprzedaży. To już zupełnie inny świat niż finki i harcerskie chusty — ale jednocześnie naturalne przedłużenie tego, czym Składnica była wcześniej: miejscem, w którym młody człowiek mógł zetknąć się z techniką.

W tym samym numerze „Bajtka” zamieszczono nawet tabelę z ofertą mikrokomputerów i urządzeń peryferyjnych Centralnej Składnicy Harcerskiej.

Dyrektor Zarządu Centralnej Składnicy Harcerskiej, Wojciech Szanter. Rok 1986.
Wojciech Szanter, dyrektor Zarządu Centralnej Składnicy Harcerskiej,
w rozmowie z «Bajtkiem», listopad 1986r.

Sklep, który został we wspomnieniach

Centralna Składnica Harcerska przetrwała PRL, ale nie poradziła sobie równie dobrze z nową rzeczywistością gospodarczą. Jej działalność w dawnej formie dobiegła końca w 2002 roku.

Zniknęły sklepy, zmienił się handel, a modele, kolejki i sprzęt elektroniczny można dziś kupić bez wychodzenia z domu.

Tylko że żaden sklep internetowy nie ma witryny, przed którą dziesięcioletni chłopak może stać pół godziny z nosem przyklejonym do szyby i patrzeć, jak maleńka lokomotywa PIKO znika w tunelu, po czym pojawia się po drugiej stronie makiety.

I być może właśnie dlatego po tylu latach ludzie nadal pamiętają nie tylko co kupili w Składnicy Harcerskiej, ale również to, o czym stojąc w niej albo przed jej wystawą, marzyli.

A Wy? Pamiętacie jeszcze swoją Składnicę Harcerską? Co udało Wam się w niej kupić, a co pozostało tylko dziecięcym marzeniem?